O walce z uzależnieniem, o próbie wyrwania się, o strachu przed przyszłością, o...
Kategorie: Wszystkie | Dziś. | O mnie.
RSS
wtorek, 04 grudnia 2007
Miesiąc.
Minął już miesiąc, jak napiłem się ostatni raz. Jak jest?  Ciągle jeszcze dużo pracy przede mną. Tak naprawdę to dopiero abstynencja, a nie trzeźwienie, czyli przemiana duchowa. Na ten czas blog spełnił swoje zadanie częściowo, bo liczyłem na większy odbiór, ale samo uzewnętrznienie się też mi w jakimś stopniu pomogło. Teraz zawieszam (być może kończę) pisanie bloga. Chyba, że będę miał coś do przekazania.
10:02, ja_aa1974 , Dziś.
Link Komentarze (10) »
piątek, 16 listopada 2007
Dwa tygodnie.
Na podsumowanie tygodnie parę spraw podsumowania. Nie piję dwa tygodnie. W środę, pierwszy raz tak silnie, doznałem uczucia głodu alkoholowego. I wystąpiły dwie myśli: pierwsza, że napiję się, w końcu to nic takiego i druga, że szkoda tych kilkunastu dni zmarnować. Staram się mówić o sobie i nie uogólniać, bo moja choroba i moje odczucia są moje i choć w wielu przypadkach potwierdzone odczuciami, czy zachowaniami innych alkoholików, to jednak boję się ogólnych analiz. Będę mówił za siebie. Wspomniałem o tym moim głodzie, bo alkoholizm, jakiego doświadczam jest chorobą podstępną. Powoduje, że racjonalne argumenty o szkodliwości picia, czy o podtrzymaniu abstynencji są ciągle jeszcze łatwe do ignorowania. Po prostu ich nie przyjmuję, bo koncentruję się na alkoholu. Zresztą sam nie wiem dlaczego, nie jestem psychologiem, tylko próbującym się wyleczyć alkoholikiem domatorem. W środę miałem kryzys, przede mną weekend, który daje dużo wolnego czasu i okazji, żeby się napić. Wystarczy wyjść do sklepu. Powstrzymuje mnie przekonanie, że dużo już przeszedłem (choć wiadomo, że to niewiele), ale każdy dzień jest kroplą, która drąży moją skorupę. Więc może warto. Warto na pewno, ale – jak wspomniałem – tutaj argumenty jeszcze nie do końca działają, choć zaczynają być lekko zauważalne. Jest ciało, głowa przyjdzie później. Wczoraj rano spotkała mnie drobna przykrość, ale jakoś się jej nie poddałem, nie zwróciłem się w stronę alkoholu, żeby ją zagłuszyć. I mimo, że sytuacja się jeszcze nie wyklarowała, to nadal nie myślę o zatarciu tego alkoholem. Miesiąc temu tak bym zrobił, teraz nie. Wiele pracy przede mną. Może dam radę?
11:33, ja_aa1974 , Dziś.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 listopada 2007
Dwanaście dni.

Minęło dwanaście dni abstynencji. Nadal się objadam, nadal staram się trzymać programu HALT, nadal wprowadzam w życie program 24 godziny, czyli żyję dniem dzisiejszym. Nie wybiegam w przyszłość, staram się odganiać wszystkie złe myśli. I czytam. Czytam o niedojrzałości emocjonalnej (względnie o dojrzałości), czytam różne fora i blogi alkoholików, czytam porady, zaglądam na portale psychologiczne. Dużo tego można znaleźć w sieci. Ogólnie mówiąc teoretycznie jestem coraz lepiej przygotowany do pracy na trzeźwieniem, czyli przemianą. Zauważyłem, że to moje czytanie działa jak środek dopingujący u sportowców. Czuję, że mogę więcej, jest mi łatwiej mimo kryzysów (np. w sobotę z racji wolnego czasu miałem momenty, kiedy nie umiałem zagłuszyć głodu alkoholowego), czuję, że kolejny dzień znowu się nie napiję. Nie jest mi z tym dobrze, ani źle. Po prostu udało mi się znaleźć na tą chwilę sposób na niepicie. Cały czas chodzę do ośrodka AA. Jeszcze nie na zasadniczą część terapii, ale zawsze łatwiej mieć jakiś punkt zaczepienia, niż tylko siebie. Przygotowuję się, czy też staram się wyjść z własnego JA, czyli pozbyć się egoizmu. Nie jest to rzecz łatwa i raczej czasochłonna, więc czytam. Wszystko to jednak nieważne, bo...

Alkoholizm to bardzo podstępna choroba. Trzeba czujności i pokory, bo w ciągu paru minut może pojawić się głód, który będzie nie do opanowania. Przyczynkiem mogą być emocje, nagłe zdenerwowanie, zdarzenie, miejsce, które przywoła wspomnienia alkoholowe (lub niealkoholowe), ludzie, itp. Czynników może być wiele. Tak, teoretycznie całkiem-całkiem się orientuję, ale praktycznie może być znacznie gorzej. Dlatego pokora i czujność. Bo te dwanaście dni czujność usypiają.

13:20, ja_aa1974 , Dziś.
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2007
Czas szukania. Czas akceptacji.
Jest czas szukania i czas, kiedy pora zaakceptować to, co do tej pory zostało znalezione i doświadczone. Taka myśl mi się nasunęła i zaraz za nią przyszła następna: że wiele moich frustracji wzięło się właśnie z tego, że w pewien sposób nie do końca akceptowałem, z wieloma rzeczami się nie pogodziłem, kilka spraw mnie nadal martwi, niektóre z nich mnie przygnębiają. Dlatego dalej szukałem. A mam wrażenie, że bez akceptacji tego co było nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. I nie chodzi mi tylko o złe rzeczy, ale o te pozytywne, które w życiu mi się przydarzyły też. Tzn, chciałem biec dalej, zostawiając, co było za sobą. I odczuwam teraz przekonanie, że trzeba to wszystko zaakceptować i przyjąć do siebie. Żeby móc się o to oprzeć, a w niektórych przypadkach od tego odbić. Bez tego jest to chyba niemożliwe.
14:39, ja_aa1974 , Dziś.
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 listopada 2007
Dzień po dniu.
Z okazji mojego niepicia (choć nie wiem na ile jest ono trwałe) sprawiam sobie różne przyjemności. Głównie jem, co lubię. Pamiętam wszakże, żeby nie przeholować, bo z jednego uzależnienia łatwo popaść w drugie. Póki co, nie ma o czym gadać. To ledwie parę dni. Wiele razy już się zbierałem, wiele razy udawało mi się wytrzymać dłużej. Na razie staram się o tym nie myśleć. Żyję dniem dzisiejszym i nie zastanawiam się, czy jutro wypiję, czy nie. Głód alkoholowy pojawia się znikąd i wciągu paru minut z człowieka zdeterminowanego mogę się zrobić miękki i polecieć po piwo. Wszystko to kruche, ale widocznie takie być musi. Poza tym wciąż czytam o alkoholizmie, żeby się czymś zająć. Czytam i jem, jem i czytam. Szczególnie wieczorami, kiedy głód może się pojawiać.  I staram się trzymać pion. I poziom.
13:50, ja_aa1974 , Dziś.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 listopada 2007
Niby sen.

Dziś wyobraziłem sobie taką scenę:

Biegnę. A ból straszny mnie przeszywa. Biegnę więc dalej i dalej. Tak daleko, żeby uciec od tego, co mnie goni. Najchętniej wpaść na jakąś ścieżkę, gdzie czeka na mnie ukojenie i spełnienie moich pragnień. Targają mną uczucia skrajne, wtedy pożądam, krzyczę, płaczę, śmieję się. Czasami nawet śpiewam. Innym razem nie mówię nic. Ostatkami sił gonię, bo chcę biec, żeby znaleźć cel. Nie do niego, ale żeby go znaleźć. Więc miotam się, a wewnętrzny ból jest przeogromny. Chce mi się wyć. I nagle staję. I wyję. Rozrywam koszulę, żeby pokazać pierś, która sinieje z bólu. Unoszę dłoń w geście rozpaczy. Niech mnie ktoś ratuje! – krzyczę. I padam omdlały.

Po tym wszystkim nastaje cisza. Cisza i pustka porażająca. Wstaję, zapinam koszulę, poprawiam włosy. Jest mi głupio, że zrobiłem z siebie błazna. Jestem zły na ten wybuch. Jest mi wstyd.

 

Tak, taką scenę sobie wyobraziłem dzisiaj rano. Sama scena mnie nie zdziwiła. Zdziwił mnie jej realizm.

13:36, ja_aa1974 , Dziś.
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2007
Dwa dni nie piję.

Nie piję drugi dzień. Jak jest? Złapałem się na tym, że podświadomie oczekuję poprawy, lepszych poranków, spokojniejszych wieczorów. Szukam pozytywów od zaraz. A wiadomo, że rozbudzone nadzieje mogą prowadzić do frustracji. Uświadomiłem sobie to i zaraz tego zaprzestałem. Dwa dni niczego nie zmieniają. Tydzień, miesiąc też. Poza wracaniem organizmu na właściwą ścieżkę biologiczną. W sensie psychicznym wiele przede mną zwykłych dni. Łapię się tego i chcę trzymać. Nie oczekuję. Łatwo nie jest i pewnie nie będzie. Także dziś i jutro. Staram się dodawać sobie tymi słowami otuchy i uprzedzać ewentualne spadki formy. Ja, nikt inny, będę musiał przez to przejść.

Czytałem, że alkoholik jest jak uczestnik wyprawy górskiej, który idąc razem z innymi, którzy dotarli już na szczyt, a sam będąc u progu wyczerpania i gdzieś w drodze, a słysząc od pozostałych jaki piękny widok przedstawia się tam, na górze, mówi, że dalej nie pójdzie, jeśli pozostali nie zagwarantują mu, że krajobraz tam na górze wart jest wspinaczki.

Sam staram się podbudować, żeby nie poprzestać. Jestem na początku drogi, ale tak naprawdę nie zrobiłem jeszcze kroku. Dwa dni to niewiele. W przeszłości udawało mi się dłużej. Tyle, że wtedy wiedziałem mniej. Czy się uda? Dobre pytanie.

10:40, ja_aa1974 , Dziś.
Link Komentarze (14) »
wtorek, 30 października 2007
Słomiany zapał.
W ramach „przeszukiwania siebie” dokonałem następującej weryfikacji: angielski – nadal nie umiem, mimo że uczę się od dłuższego czasu, ale brak mi wytrwałości; dyplom – kompletnie zawaliłem i już nie da się tego naprawić; poszło na marne; hobby – krótkotrwałe zajęcie się tematem finansowym, bez dalszego ciągu. Wniosek: brak mi systematyczności. Zawsze miałem w sobie słomiany zapał, łapałem się rzeczy w ekscytacji i najczęściej składałem broń po góra paru dniach. Od wielkich nadziei, do kompletnego braku chęci. Tak, przyznaję brak mi konsekwencji w działaniu. To jedna z ważnych cech, której będę chciał (być może musiał) się nauczyć. Według mnie ten mój słomiany zapał ma związek z alkoholizmem (a raczej przełożenie). Alkohol daje dużo pozytywnych odczuć, a nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Nie wymaga systematycznej pracy do osiągnięcia założonego celu. Żeby się lepiej poczuć, czy być innym np. w relacjach z ludźmi wystarczy się napić i sprawa załatwiona. Droga na skróty. Tak, to cechuje mnie, słomianego zapaleńca. Znów muszę się powtórzyć: dostrzegam tę wadę i dostrzegam potrzebę zmiany. Ale – nic innego. Spokojnie, na razie dostrzegam. Grzebię w sobie i staram się prześledzić różne etapy życia, czy pewne zachowania. Prawdopodobnie robię to jeszcze powierzchownie, ale nie dysponuję koparką, która przeniesie mnie od razu na sam spód. Mam łyżeczkę i nią muszę operować. Poskramiam słomianego zapaleńca, bo tu nie chodzi o to, czy będę umiał angielski, czy nie. Tak to odbieram.
13:28, ja_aa1974 , Dziś.
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 października 2007
Reset.
Przypomniała mi się scena z filmu „Pi” Darrena Aronovsky’ego, w której główny bohater, wybitny umysł matematyczny poznał kod na wszystkie zagadki wszechświata. I, ogólnie mówiąc, ma z tego powodu masę kłopotów. W jednej ze scen końcowych – jeśli sobie dobrze przypominam – przewierca sobie głowę wiertarką, po czym – w następnej scenie – nie jest już wybitnym matematykiem, nie zna prostych działań, nie umie mnożyć, ani dzielić. Ale za to jest uśmiechnięty i szczęśliwy. Jaki to ma związek ze mną? Czasami chciałbym „przewiercić sobie mózg” , zresetować się i zacząć wszystko od nowa. Wiem, nie będzie tak łatwo. Ale taka refleksja mi się nasunęła. I zrobiło mi się lepiej.
13:14, ja_aa1974 , Dziś.
Link Komentarze (5) »
środa, 24 października 2007
Refleksje.
Czytam, czytam i czytam... Jak wspominałem od kiedy zauważyłem pierwsze symptomy swojego alkoholizmu, z każdym dniem, tygodniem uświadamiam sobie coraz więcej. Kiedyś dotarło do mnie, że terapie, AA itp. są tylko elementem wspomagającym, że tak naprawdę to ja muszę przestać pić, bo nikt za mnie nie przestanie. Wczoraj dotarło do mnie, że dużo pracy przede mną, że nic nie stanie się z dnia na dzień, że muszę dać sobie czas, żeby zmienić to, co narosło. Zrozumienie i pokora. Jako dziecko chciałbym, żeby to się zmieniło z dnia na dzień, w tej chwili. Ale się nie da. Dużo czytam na temat alko. Kupiłem sobie dwie książki Osiatyńskiego, jakieś teksty drukuję z sieci. Takich banalnych rzeczy doświadczam, że aż wstyd mi o nich pisać, bo wydają się bezdyskusyjne. Świadomość alkoholizmu zmusza mnie do przyznania się do tego, że to dla mnie nie było takie jednoznaczne. Czasami podczas lektury czuję, jakbym dostawał obuchem w łeb – jak wiele jest podobieństw i postaw w życiu innych alkoholików, które są również moimi postawami. Egoizm, egocentryzm, użalanie się nad sobą, usprawiedliwanie się, odsuwanie własnej odpowiedzialności, niedostrzeganie własnych błędów, krytyka innych... Wstydzę się tak, jak wstydzę się paru innych rzeczy. Ale muszę to jakoś poskromić i zaakceptować.
10:44, ja_aa1974 , Dziś.
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3
statystyka